Piękna bramka Bartłomieja Bartosiaka okazała się nie tylko ozdobą meczu Legia Warszawa – PGE GKS Bełchatów, ale też gwoździem do trumny występów w europejskich pucharach stołecznej drużyny.
Jak pańskimi oczami wyglądała akcja, po której strzelił pan gola?
Przede wszystkim brawa należą się Łukaszowi Bocianowi za znakomite podanie – analizuje Bartosiak. Zobaczyłem, że Jan Mucha daleko wyszedł, wiedziałem, iż muszę go ominąć. Piłka mi odskoczyła, ale strzeliłem i widziałem już tylko piłkę w siatce.  Obrońcy Legii? Zobaczyłem ich dopiero w telewizyjnej powtórce.

Pańska bramka sprawiła, że legioniści w końcu nie zagrają w europejskich pucharach.
To raczej nie moja wina, tylko zespołu Stefana Białasa. Ja cieszę się, że zdobyłem debiutanckiego gola w trzecim występie w ekstraklasie, a łącznie nie zagrałem w niej jeszcze pełnej godziny i nie dorabiam do tego żadnej ideologii. Dużo bardziej liczyło się dla mnie to, że pokonałem finalistę mistrzostw świata. Bo to dodatkowy powód do dumy.

Jak przebiegała do tej pory pańska kariera?
Urodziłem się i wychowałem w Bełchatowie, w PGE GKS gram od 12 lat. W młodości, za namowami starszego brata, mocno kibicowałem Legii, dlatego występ przy Łazienkowskiej był dla mnie dużym przeżyciem. Oczywiście najważniejszy jest dla mnie GKS, bo to tutaj, przechodząc kolejne roczniki, nauczyłem się wszystkiego.

Jak ocenia pan miniony sezon w wykonaniu PGE GKS?
Szkoda końcówki rundy, bo liczyliśmy na grę w europejskich pucharach. Ale taka jest piłka. W końcu piąta lokata to bardzo wysoko.

Autor: czeniu, źródło: Piłka Nożna